wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 1

   - Gotowa? – Zapytał nowo poznany, ale z pewnością przystojny instruktor skoków na bungee.
   Był to mój pierwszy raz, ale odpowiedziałam bez namysłu: - Jasne.
   Czułam jak gumowa lina jest zaciśnięta powyżej moich kostek. Podeszłam chwiejnym krokiem do skraju mostu. Pod nami rozciągała się rzeka Kolorado. Po jej obu stronach znajdowały się wysokie, pomarańczowe ściany kanionu. Nie potrafię opisać strachu, który mnie ogarnął, gdy spojrzałam w dół. W domu powiedziałam sobie, że nie spietram, więc musiałam dotrzymać obietnicy. Zamknęłam oczy, przechyliłam się w stronę przepaści i runęłam głową w dół. Gdy otworzyłam oczy, z mojego gardła wydostał się dziewczęcy krzyk podobny do wrzasku głupiej laski z beznadziejnego horroru. Po prostu czułam jak adrenalina wypełnia moje ciało, ciepłe uczucie w żołądku, strach, a równocześnie radość. Nagle pociągnęło mnie w górę, a potem w dół. Myślałam, że wpadnę do wody, albo chociaż jej dotknę, ale tak się nie stało. Krajobraz po prostu zapierał dech w piersiach. Gdy byłam na dole, spojrzałam w górę. Wszystko było takie śmiesznie małe.
   Gdy już było po wszystkim i stałam bezpiecznie na moście, powiedziałam sobie, że skoczę jeszcze kiedyś. Jest to niezapomniane wrażenie. Lecisz w dół, boisz się, że spadniesz, a tu nagle ciągnie cię do góry, a potem znów w dół.
   - I jak było? – Zapytał się instruktor Rick.
   - Świetnie! – W moim głosie słychać było podniecenie.
   Uśmiechnął się tylko, a ja odwróciłam się, chwyciłam mój plecak, który wcześniej zostawiłam na ziemi i pomaszerowałam w stronę autobusu, którym tu przyjechałam. Wsiadłam do niego z nadzieją, że rodzice siedzą jeszcze w pracy i nie wiedzą, że zwiałam ze szkoły tylko po to, aby skoczyć na bungee.
   No właśnie. Rodzice.
   Mój ojciec jest prezesem korporacji prawno-finansowej w Bullhead City. Mieszkamy blisko tego miasta, w małej wsi, niedaleko lasu. Tak w zasadzie to nie jest mój ojciec. Po śmierci taty, mama ożeniła się drugi raz, nie pytając mnie o zgodę. Ojczym jest straszny. Próbuje zrobić z nas idealną rodzinę. A szczególnie ze mnie. Kiedyś nawet ulokował mnie w psychiatryku. Chciał za wszelką cenę wyperswadować mi wiarę w wilkołaki. Moja mama jest pielęgniarką, więc czasami musi nawet zarywać nocki. I właśnie tego nienawidzę. Nie chcę takiego życia… Moje wymarzone jest pełne tajemniczości, romansu i adrenaliny. Jak na razie tego ostatniego doznałam właśnie przed chwilą, a o dwóch pozostałych nie ma mowy w moim życiu. Szczególnie w kwestii romansu.
   Wszyscy, oprócz mojej przyjaciółki Sonii, uważają, że jestem wariatką, bo wierzę w wilkołaki i wampiry. W tej kwestii nikt mnie nie pobije. Nawet Sonia, która też w nie wierzy. Wiem prawie wszystko na ten temat.
   Wczoraj była pełnia i słychać było smutne wycie wilków. W Arizonie? Mało prawdopodobne. Cały dzień już o tym myślę. Muszę porozmawiać z Sonią. Ona pewnie też to słyszała, więc czeka nas spacerek do lasu.
   Gdy autobus stanął, wysiadłam na przystanku blisko szkoły z nadzieją, iż nikt nie zauważył, że zwiałam. Pognałam przez dziedziniec szkoły i gdy już prawie przeszłam przez szklane drzwi, ktoś pociągnął mój plecak.
   - Panno Case, możesz mi wyjaśnić gdzie byłaś? – Usłyszałam za sobą skrzekliwy głos najgorszej nauczycielki na świecie – Hanny Blofis. Uczy fizyki w naszej budzie. Ma długie do pasa, rude włosy i mnóstwo brodawek na twarzy. Ma jakieś czterdzieści lat. Dobrze chociaż, że ma wyczucie mody, co zdawało mi się dziwne. Najbardziej podobały mi się jej buty, które zawsze były na wysokim obcasie. To jednak nie sprawiało wrażenia choć trochę milszej.
   - Skakałam na bungee – odpowiedziałam nonszalancko. Najczęściej mówiłam prawdę z chamską miną i właśnie to najbardziej ją wkurzało.
   - Postaram się, abyś wyleciała z tej szkoły jak najszybciej.
   - Tak, tak. Stara się pani już od połowy roku – wykpiłam ją. – Wątpię, że z tego coś wyniknie. Nic pani na mnie nie ma, oprócz tego, że troszkę wagaruję.
   Odwróciłam się do niej plecami i weszłam do szkoły. Skręciłam w stronę klasy, gdy znów usłyszałam jej ohydny głos:
   - A gdzie ty się wybierasz? Twoi rodzice zaraz tu będą. Idziemy do dyrektora.
   W tym momencie myślałam, że ją uduszę. No tak. Teraz to mam przechlapane. Rodzice będą mnie męczyć tygodniami. Odwróciłam się i z najpiękniejszym uśmiechem na jaki było mnie teraz stać, minęłam ją, idąc w stronę gabinetu dyrektora. Szła za mną szybkim krokiem, a ja rozmyślałam jak tu uniknąć szlabanu.
   Gdy byłyśmy blisko gabinetu zza drzwi dało się słyszeć jakieś wrzaski. Wsłuchałam się i usłyszałam gruby głos jakiegoś mężczyzny:
   - To twój pierwszy dzień w szkole, a ty już narozrabiałeś! Co ty sobie wyobrażasz?!
   Pierwszy dzień? Przecież jest środek roku szkolnego.
   Tak w zasadzie, to ten chłopak mnie pobił w kwestii rozrabiania: ja znalazłam się na dywaniku w drugi dzień szkoły.
   Nie da się opisać mojej złości, gdy zdałam sobie sprawę, że nic nie wymyślę. Mogłam ewentualnie wyrwać się z ucisku pani Blofis, ale i tak prędzej czy później dostanę karę. I może jeszcze większą. Nie pozostawało mi nic, jak tylko poddać się i wejść do znienawidzonego przez wszystkich gabinetu dyrektora.
   Nauczycielka zapukała. Po chwili drzwi się otworzyły i obok mnie przeszedł wysoki mężczyzna w średnim wieku. Miał długie blond włosy, które sięgały mu prawie do ramion, a jego oczy były ciemnobrązowe. Za nim szedł nastoletni chłopak, mniej więcej w moim wieku. Miał brązowe włosy z jasnymi końcówkami, które były postawione na żel albo gumę. Jego oczy były błękitnego koloru. Miał na sobie niebieską bluzę z napisem „KEEP CALM AND LISTEN TO MUSIC”. Był nawet przystojny jak na takiego nastolatka. Niechcący uderzył mnie ramieniem w bark co mnie bardzo zabolało. Nerwy mi puściły. Co on sobie myśli? Nie zważając na to, że obok stał prawdopodobnie jego ojciec, wydarłam się:
   - Uważaj jak chodzisz!
   Nie zważając na nikogo, wtargnęłam do gabinetu z oburzoną miną. Pokuj był niewielki. Na środku stało biurko, za którym siedział nasz dyrektor, pan Birley. Usiadłam na krzesło naprzeciwko niego.
   - Dzień dobry.
   Spojrzał na mnie zawiedzionym wzrokiem.
   - Bryn – powiedział spokojnie – wiesz, że nie możesz tak wagarować. Masz bardzo dobre oceny i szansę na stypendium. Chyba nie chcesz tego zmarnować złym zachowaniem?
   Był bardzo spokojny. Zawsze potrafił opanować się w ważnych sprawach.
   - Nie, proszę pana.
   Spuściłam wzrok.
   - Dzień dobry – usłyszałam głos mojej mamy.
   Do pokoju weszli moi rodzice z ponurymi minami. Gdy mnie zobaczyli moja mama odparła:
   - Bryn, nie tak Cię wychowałam…
   - Ty mnie w ogóle nie wychowałaś. Zrobiła to babcia… - Powiedziałam smutnym głosem.
   - Bryn…
   - A po jej śmierci musiałam dorosnąć, bo ty nie miałaś czasu się mną zająć! Robisz wszystko co on ci każe! – Wskazałam na męża mojej mamy.
   - Bryn! – Krzyknął ojczym.
   - Twoim zdaniem najlepiej jest zakluczyć mnie w pokoju! – Wstałam i spróbowałam wyjść, ale ojczym złapał mnie za ramię i wepchnął w kąt.
   - Myślisz, że możesz się tak do mnie odzywać?! Grubo się mylisz moja kochana! Porozmawiamy w domu!
   - Proszę się uspokoić… - zaczął pan Birley.
   - Niech pan mi nie mówi co mam robić! Zabieram córkę do domu!
   - Nie jestem twoją córką! – Wykrzyknęłam.
   - Całe szczęście! – Na jego twarzy malowała się nienawiść. Oczy mu płonęły, a ręka na moim ramieniu zaciskała się coraz mocniej. Pewnie będę miała siniaka.
   Nagle zrobiło mi się przykro. Tak, nie chciałam, aby był moim ojcem, nie chciałam go nawet znać, ale ta świadomość, że on też tego by nie chciał, po prostu sprawiała, że człowiek popadał w depresję.
   - Przykro mi, ale nie może pan zabrać Bryn. Ona musi iść na lekcje. – Odparł pan Birley.
   Będę mu wdzięczna do końca życia!
   Wzięłam torbę i ruszyłam w stronę drzwi. Zatrzymałam się obok mamy.
   - Nic nie powiesz? – Zapytałam, a ona pokręciła słabo głową. – Widzę, że on jest ważniejszy ode mnie.
   Pobiegłam w stronę klasy, próbując nie uronić ani jednej łzy. Byłam z pewnością cała czerwona. Wpadłam do klasy.
   - Przepraszam za spóźnienie.
   - No, nieźle się spóźniłaś. To już czwarta lekcja – odparł pan Tent – Gdzie byłaś tym razem?
   - Na moście nad rzeką Kolorado.
   - Bardzo piękne miejsce.
   Bardzo lubiłam pana Tenta. We wszystkich, nawet tych najgorszych czynach widział dobre strony. Zawsze był miły i nigdy nie oceniał swoich uczni, a poza tym świetnie tłumaczył i zawsze wstawiał jak najlepsze oceny.
   Chciałam usiąść obok mojej przyjaciółki Sonii, ale na moim miejscu siedział jakiś blondyn, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Miał ładne niebieskie oczy. Chyba też był nowym uczniem, nie miał wcale książek. Jedyne wolne miejsce znajdowało się w pierwszej ławce i w dodatku obok tego chłopaka, który wcześniej wychodził z gabinetu dyrektora. Nie miałam wyboru. Musiałam usiąść obok niego. Spojrzałam na Sonię, ale ona tylko uśmiechnęła się smutno. Pewnie pan Tent go tam posadził.
   Lekcja minęła dosyć szybko, co było dziwne, ponieważ siedziałam grzecznie słuchając nauczyciela. Na przerwie podeszłam do Sonii. Jej piękne blond włosy leżały gładko na prostych plecach. W jej brązowych oczach odbijało się światło lamp. Miała na sobie niebieski sweterek i białe rurki. Do kompletu ubrała niebieskie lity. Była umalowana i miała pełno biżuterii na sobie.
   - Hejka! – Powiedziałam.
   - Hej – odpowiedziała ze smutną miną. – Co się stało?
   - Aż tak widać? – Zmartwiłam się. Dziewczyny z mojej klasy pewnie już o tym gadają.
   - Jak weszłaś do klasy to byłaś cała czerwona, a w czasie lekcji ręce ci się trzęsły. Mów co się dzieje.
   Opowiedziałam jej wszystko z najmniejszymi szczegółami. Cały czas słuchała uważnie ze współczującą miną. Gdy już skończyłam przytuliłam mnie mocno, co sprawiło, że poczułam się znacznie lepiej. Próbowała mnie pocieszyć, ale nie za bardzo jej to wychodziło.
   - Na następnej lekcji – powiedziałam – siedzimy razem. – Uśmiechnęłam się. – A jak nazywa się ten blondyn?
   - Nicolas, ale mam mówić do niego Nico. Gadaliśmy tylko przez pół godziny, ale ja się chyba w nim zakochałam…
   - A o czym gadaliście? – Byłam ciekawa.
   - Opowiadał mi o sobie. Wiesz, że ten koleś co siedział z tobą to jego brat? Dołujące jest tylko to, że i tak nie mam u niego szans. Pewnie już wie, że wierzę w wilkołaki, a poza tym chyba ma dziewczynę.
   - Dlaczego tak sądzisz?
   - Mówił coś o jakiejś lasce… - Nagle zapytała: - Idziemy dziś do lasu?
   - Jasne.
   Reszta lekcji minęła stosunkowo wolno. Gadałyśmy trochę z Sonią, ale nie dużo. Opowiadała mi o Nicolasie. Mówiła jaki jest, czym się zajmuje itp. Nie bardzo mnie to interesowało, ale chciałam być dobrą przyjaciółką i jakoś zniosłam jej opowiadania. Naprawdę napaliła się na niego, a ja wiedziałam, że znowu będzie z tego powodu cierpieć. Była też smutna, gdyż Nico nie zagadał do niej ani razu od tamtej lekcji. Czasami byłam po prostu cholernie wściekła. Co z tego, że wierzymy w wilkołaki? Przecież liczy się to co mamy w środku!
   Wróciłam do domu, weszłam po schodach na górę i rzuciłam plecak w kąt. Mój pokój był na poddaszu, więc miałam wiele miejsca dla siebie. Na samym jego końcu, przy ścianie stało wielkie łóżko. Obok niego znajdował się stolik, na którym stała lampka nocna. Nie było tam wiele miejsca na wysokie szafy, więc miałam tyko dwie komody. Na ścianach było wiele rysunków namalowanych przeze mnie. Nie były to dzieła typu graffiti. Tak po prostu, z nudów malowałam farbami po ścianach wilkołaki itp. Na suficie namalowałam sobie księżyc i gwiazdy. Co prawda miałam dwa okna dachowe, ale niebo często było zachmurzone i nic nie było widać.
   Wysypałam książki z plecaka na łóżko i wepchnęłam do niego latarkę, butelkę wody, bluzę i baterie. Napisałam do Sonii:
   Za 5 min w naszej kryjówce.
   Na co ona odpisała mi:
   Ok. Już idę.
   Przerzuciłam plecak przez ramię. Na parterze siedział w swoim gabinecie mój ojciec. Nie ma mowy, żeby się zgodził. Zeszłam po schodach na pierwsze piętro i weszłam do pokoju rodziców. Były tam szklane drzwi prowadzące na balkon. Otworzyłam je i wyskoczyłam na dwór. Obok mojego domu stała przyczepa campingowa należąca do ojczyma. Stała dosyć blisko balkonu, więc przeszłam przez barierkę i ostrożnie stanęłam na przyczepie. Miała opływowy kształt, więc usiadłam i zjechałam z niej jak ze zjeżdżalni. Gorzej będzie z wejściem. Poprawiłam trochę włosy i ruszyłam w stronę lasu.

17 komentarzy:

  1. Ale się fajnie zaczęło!!! Czekam na więcej :)

    Ps. Pokój piszę się przez 'ó" więc popraw sobie to w tekście :D. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha
      Prawie nigdy nie popełniam błędów, ale jak już to zrobię, to aż bolą oczy :O
      Wielkie dzięki!

      Usuń
  2. Ej no to - na serio, szczerze - jest dużo lepsze od początkowych twoich opowiadań! Rozbudowałaś bardzo tekst! Tylko ten błąd z pokojem :d podoba mi się początek, mam nadzieję, że będzie bardziej oryginalne niz reszta historii o wilkołakach. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A i może zakładka bohaterowie? :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się ciekawie! Też piszę opowiadanie,ale nie publikuję i dobrze, bo przy tym zaczynam mieć kompleksy ;) Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj nie chciałabym takich rodziców... Szkoda mi dziewczyny, ale jednocześnie jej zazdroszczę. No i czuję, że szykuje się romansik między tym chłopakiem z ławki i Bryn :)
    Pozdrawiam
    Margaret :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Też nie chciałabym mieć takich rodziców. Fajne opowiadanie ale kuję mnie w oczy jedna rzecz. Kobieta wychodzi za mąż a facet się żeni. To jak na razie tyle zastrzeżeń. Powodzenia w dalszym pisaniu opowiadania
    http://wez-olowek-i-narysuj-formule1.blogspot.com/2014/01/nie-jestem-tu-po-to-aby-mnie-lubiano.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawie się zaczyna, cieszę się, że to dopiero pierwszy rozdział. Nie muszę nic nadrabiać i mogę być od teraz na bieżąco ;)
    Dobrze, że piszesz szczegółowe opisy sytuacji. Pomaga to w idealny sposób wyobrazić sobie dane miejsce, które chcesz przedstawić czytelnikom. Dialogi nie są ani za krótkie ani za długie. Dobrze dobierasz słownictwo.
    just--art.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Geenialny rozdział! Bardzo ciekawie piszesz i od pierwszych słów już mnie wciągnęło. Zazdroszczę talentu i czekam na nowe rozdziały. Zapraszam do mnie i liczę na subiektywny komentarz.
    ifyoujustwant.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do twojego pytania, to nie mój wiersz i dziękuję bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Super opowiadanie!
    Jeżeli chcesz-poczytaj moje ^^
    http://paliczek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. Kolejny już w drodze, tylko mam szlaban na laptopa ( chyba, że potrzebuję coś do szkoły, heh). Jednak większość rozdziału jest już przelana z papieru do kompa xD

      Usuń
  12. " - Gotowa? – Zapytał nowo poznany, ale z pewnością przystojny instruktor skoków na bungee."
    W dialogach, nawet po znakach interpunkcyjnych, wyrazy typu: "powiedział", "rzekł", "zapytał", "wrzasnął", "warknął", "szepnął" itp., piszemy z małej litery! Poza tym "zapytał" nie za bardzo pasuje, lepsze będzie "spytał".
    Czyli powinno być:
    ,,- Gotowa? – spytał nowo poznany, ale z pewnością przystojny instruktor skoków na bungee."
    "Był to mój pierwszy raz, ale odpowiedziałam bez namysłu: - Jasne."
    Przenieś odpowiedź na dół!
    ,,Był to mój pierwszy raz, ale odpowiedziałam bez namysłu:
    - Jasne."
    Nadużywasz słowa "ma", "mój", "miał" itp. Staraj się zastępować je synonimami!
    " - Przykro mi, ale nie może pan zabrać Bryn. Ona musi iść na lekcje. – Odparł pan Birley." Bez kropki, "odparł" z małej.
    "Za 5 min w naszej kryjówce." Godziny, dni itp. piszemy słownie:
    ,, Za pięć minut w naszej kryjówce."
    Rozdział jest niezły, ale postaraj się o więcej opisów. Musisz popracować nad jej emocjami, pokaż, co czuje. Dodaj jej myśli!
    Pozdrawiam
    Idril
    www.wilcza-corka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobre. Nie czytałam wcześniejszych twoich opowiadań, ale to bardzo mi się podoba. Kontynuuj dalej.
    PS zapraszam do siebie. :)
    http://wardress-guard.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej ! Nie czytałam Twoich wcześniejszych opowiadań, ale to mogę uznać za bardzo dobre. Masz świetny styl pisania, widać, że nad nim pracowałaś, a także bogate słownictwo, co mnie cieszy. Zdarzają Ci się drobne błędy, nie tylko ortogrficzne, ale też stylistyczne i na szczęście nie są one aż tak istotne. Opowiadanie jest interesujące i zachęca czytelnika do dalszego zaglądania tutaj. Podoba mi się postać Bryn, lubię główne bohaterki z charakterem, ale lepiej by było, gdyby pojawiały się także jej myśli i odczucia. Mimo to wciągnęła mnie ta historia już od pierwszych słów i na pewno jeszcze tu wpadnę.
    Zapraszam do siebie i liczę na Twoją opinię :)
    http://before-you-fall-down.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń