poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 3

   Wstałam dokładnie o 7.30. Ruszyłam do szkoły szybkim krokiem. Powietrze było nieco wilgotne, ale ciepłe, więc ubrałam na siebie cienki sweterek. Wczoraj nie mogłam zasnąć z tego zafascynowania. Po prostu miałam uczucie jakbym miała w brzuchu jakąś ogromną gulę, która tylko czeka aby zmiażdżyć mój żołądek. Wpadłam do szkoły i od razu pobiegłam w stronę klasy. Na wąskiej ławeczce, przy ścianie siedziała Sonia z szerokim uśmiechem. Usiadłam obok niej i z fascynacją opowiedziałam jej o wczorajszym wydarzeniu.
   - To oznacza, że jest więcej wilkokrwistych w naszym lesie – zakończyłam.
   - Dlaczego zawsze jak dzieje się coś interesującego to mnie tam nie ma?! Dlaczego musiałam najeść się tych przeterminowanych lodów? – Pytała ze złością. Miała na sobie nową bluzkę (albo cudem wygrzebaną z dołu swojej niemającej dna szafy) i jasne dżinsy. Poza tym na swoich jasnych włosach miała fioletową bandankę.
   - Nie przejmuj się – pocieszyłam ją. – Dziś przecież idziemy razem.
   - Jasne.
   Lekcje minęły dosyć szybko. Prawie cały czas rozmawialiśmy o mojej wczorajszej przygodzie. Zauważyłam, że od czasu do czasu Nate spogląda na mnie z zaciekawieniem. No, tak. Już pewnie znał odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie. Zrobiło mi się trochę przykro. Myślałam, że są jeszcze ludzie, którzy nie przejmują się tym, że ktoś jest inny. Jednak w głębi duszy wiedziałam, że tak nie jest. Dzisiejsza młodzież jest okrutna. Babcia zawsze mówiła mi, że ja jestem za dojrzała dla moich rówieśników i to oni powinni się wstydzić swojego zachowania.
   Podczas obiadu usiadłyśmy tam gdzie zawsze: przy małym stoliku w rogu jadalni. Sonia zaczęła opowiadać mi o Nicolasie. Podobno pisała z nim jak była chora. Pierwszy do niej napisał z pytaniem jak się czuje. Po chwili podeszli do nas chłopcy ze swoimi tackami.
   - O wilku mowa – szepnęłam do Sonii, a ona szturchnęła mnie łokciem.
   - Hej… Możemy się do was przysiąść? – Zapytał Nate.
   - Wiecie… jesteśmy nowi i nie mamy się gdzie podziać… - tłumaczył Nicolas.
   - Jasne – Sonia uśmiechnęła się i zerknęła na mnie kątem oka.
  Wkurzyłam się trochę, bo ona wie, że mam pewne uprzedzenia co do chłopców, a mimo to pozwoliła abym dostała białej gorączki.
   Po chwili krępującej ciszy wpadłam na pomysł:
   - Nie jesteście bliźniakami – powiedziałam.
   - Nie… - odpowiedział zmieszany Nico.
   - Więc czemu jesteście w tym samym wieku?
   - Bryn… - Sonia zrobiła zdziwioną minę. – To było niegrzeczne…
   - Tak i zamierzone – odpowiedziałam z szyderczym uśmieszkiem. – A teraz jeśli pozwolicie oddalę się, bo nie zadowala mnie to towarzystwo – odłożyłam widelec i wstałam.
   Chciałam zrobić na złość Sonii. Wiem, że wcześniej byłam miła dla Nate’a, ale to było jednorazowe. Jeśli Nicolas będzie porządny, albo chociaż warty jej uwagi (w co wątpię) to nie będą go obchodziły humorki przyjaciółki ukochanej. Tak, wiem. Jestem wredna. Nie ukrywam, że zaciekawiło mnie to o co pytałam. Pewnie byli adoptowani, czy coś. Wcale nie było mi przykro. Wątpię, aby ktoś miał bardziej spaprane życie niż ja. Często płakałam po nocach z nadzieją, że Bóg zabierze mnie we śnie. Nie chciałam popełniać samobójstwa, ponieważ wiedziałam, że coś trzyma mnie na tym świecie skoro jeszcze nikt mnie nie zabrał. To był jedyny powód, który trzymał mnie przy życiu. Wierzyłam, że jestem stworzona do wielkich rzeczy pomimo mojej przeszłości.
   Siedziałam teraz z Sonią w klasie i wpatrywałam się w okno. Obserwowałam promienie słoneczne, które bez trudu przedzierały się przez szybę. Życie nauczyło mnie dwóch rzeczy. Pierwsza to: nie okazuj słabości. Szczególnie jeśli nie chcesz być punktem zainteresowania nastolatków. Druga brzmi: dostrzegaj piękno w zwykłych rzeczach. Na przykład w takich promieniach. Niby zwyczajne, ale zarazem jedyne w swoim rodzaju. Przeszywały je małe drobinki kurzu, które świeciły arogancko rozproszone po całej klasie. Nie zaprzeczam, że dodawało to jeszcze więcej uroku.
   - Brynel – prawie zapomniałam jak brzmi moje imię. Nienawidziłam jak ktoś tak do mnie mówił, więc nazywano mnie Bryn.
   - Hmm…? – Odparłam bez namysłu.
   - Brynel Case! Jak ty się do mnie zwracasz? – Skrzekliwy głos pani Blofis wyrwał mnie z zadumy. – Chcesz znowu dostać uwagę?
   Jezuuu… Jeszcze tego mi brakowało. Dlaczego ona musiała się wszystkiego czepiać. Nie dziwię się, że nie miała męża ani dzieci. Po prostu nie wytrzymaliby z nią ani jednego dnia.
   Na szczęście dzwonek uratował mnie przed męczącym wykładem na temat właściwego zwracania się do nauczycieli oraz wagi ich pracy. Wszyscy uczniowie zaczęli się pakować, kiedy nauczycielka powiedziała:
   - Dzwonek jest dla nauczyciela, a nie dla was. Piszcie dalej.
   Wszyscy uczniowie zaczęli mruczeć i jęczeć, ale w końcu usiedli z powrotem na miejscach i pisali dalej pierwszą zasadę dynamiki.
   Cała klasa szybko wybiegła z klasy ciesząc się wolnością, tym bardziej, że był koniec lekcji. Wyszłyśmy z Sonią ze szkoły i dopadł nas ciepły wietrzyk. Lekko rozwiewał moje rozpuszczone włosy co bardzo mnie cieszyło. W powietrzu czułam świeżo skoszoną trawę, którą dzisiaj rano zajął się pan Gary, nasz woźny. Potrafiłam dostrzegać to, czego inni nie widzą. Tak zwane szczegóły. Na przykład, że na niebieskim niebie pojawił się już księżyc, albo że na tej skoszonej trawie osadziły się krople wody, po obfitym zraszaniu nowo wsadzonych przy drodze kwiatów. Wszystko było dla mnie takie oczywiste. Od śmierci babci patrzałam na świat innymi oczami, nowymi oczami. Babcia Cynthia zawsze powtarzała, że mam się skupić i wytężyć zmysły. Postanowiłam spełnić tę obietnicę i niedawno mi się udało. Teraz czułam się inaczej, lepiej. Mówiła, że człowiek, który nie potrafi tego robić tak naprawdę nie jest szczęśliwy.
   Przez całą drogę powrotną nie odzywałyśmy się z Sonią do siebie. Wiem, to ona powinna być zła na mnie, a nie ja na nią. Nienawidziłam naszych kłótni. W końcu się odezwałam:
   - Dobra… Wiem, że źle zrobiłam. Sorry, ale wiesz, że nie lubię jak podejmujesz decyzje za mnie.
   - Bryn. Wiedziałam, że się nie zgodzisz, a bardzo zależy mi na… - myślałam, że powie coś zboczonego, ale nie zrobiła tego - …jego uwadze.
   - Tylko na jego uwadze? – Zapytałam z ciekawością.
   - Tyłeczek też ma niezły…
   Zaśmiałam się.
   - To co? Zgoda?
   - Jasne. Widzimy się w naszym tajemnym miejscu – rzuciła otwierając furtkę do swojej posesji.
   Ruszyłam dalej z nadzieją, że szybko dojdę do domu. Odetchnęłam świeżym powietrzem. Dzisiaj czułam się dobrze, nawet świetnie. Nie umiem tego wytłumaczyć. Choć pokłóciłam się wcześniej z Sonią, moja aura po prostu tryska radością. Może robiła to ta świadomość, że dziś znów zobaczę mojego wilka. Moja dusza była szczęśliwa. Chciałam tańczyć, śmiać się, skakać, krzyczeć pierwszy raz od śmierci babci. Oczywiście były chwile radości, ale nie aż takiej.
   - Hej – usłyszałam tuż przy uchu.
   Aż podskoczyłam ze strachu. Szybko odwróciłam głowę i zobaczyłam twarz Nate’a. Cały czar prysł. Szczęście zastąpiła wściekłość.
   - Jezuu… Skradasz się jak morderca! – Nawrzeszczałam na niego.
   - Nie moja wina, że mnie nie słyszałaś.
   Alarm. Biała gorączka zaraz zawita.
   - Czego chcesz? – westchnęłam.
   - Zapytać się ciebie, dlaczego jesteś wredna.
   To było nie do pomyślenia, jak on potrafi mnie wkurzyć przez parę sekund. Wystarczyło do tego kilka słów. Ogólnie to ja jestem cierpliwa. Musiałam się przyzwyczaić do tego, że mnie wyśmiewano. W tym chłopaku jest coś takiego, co mnie wkurza do potęgi.
   - Nie twoja sprawa – odparłam nad wyraz spokojnie.
   - A właśnie, że moja.
   - Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.
   - Już wiesz, że jestem uparty. I tak cię wciągnę w rozmowę. A jak nie, to będę cię dręczył, aż mi powiesz dlaczego tak się zachowujesz.
   - Chyba się filmów naoglądałeś…
   - Tak.
   Miałam ochotę mu przywalić. Wszystko we mnie buzowało. Jeszcze chwila, a to zrobię. Ktoś mi kiedyś powiedział, że chude osoby powinny uderzać łokciami i kolanami, bo są kościste. Chyba użyję tej rady.
   - Odczep się. Walnęłabym ci ripostę, ale boję się, że będziesz ryczał.
   - Wątpię. Jestem wytrwały – droczył się ze mną.
   - Nie rozumiesz, że nie chcę z tobą rozmawiać! – Warknęłam. – Odczep się ode mnie. Czemu tak za mną łazisz? – Byłam zbulwersowana.
   Po chwili zastanowienia odparł:
   - Wiesz… idziemy w tą samą stronę… i wierzysz w wilkołaki.
   Więc o to chodzi. Kolejny koleś, który będzie się ze mnie wyśmiewał. Pięknie, jeszcze tego mi brakowało.
   - Masz jakiś problem?! Nienawidzę was wszystkich! Jesteście jak wrzód na dupie! Ciągle za mną tylko łazicie i się wyśmiewacie! Mam tego dosyć!
   Odwróciłam się i pobiegłam w stronę domu.
   - Bryn… ja przecież… - usłyszałam za sobą.
   - Nie obchodzi mnie to – rzuciłam nie odwracając się.
   Już chciałam zacząć ryczeć, ale powstrzymałam się. Jesteś twarda, mówiłam sobie. Dlaczego wszyscy ludzie są tacy sami?
   Nagle cały świat zblakł. Nie dostrzegałam już kolorów, nic mnie nie cieszyło. Zawsze tak miałam. Jedyne co mi pomagało to wyprawa nad strumyk. Zwolniłam trochę kroku, ponieważ się zmęczyłam. Przez całą drogę ni oglądałam się za siebie.
   Weszłam po cichu do domu. Mama pewnie jeszcze spała, ponieważ była całą zeszłą dobę w szpitalu. Moim zdaniem za dużo pracowała, ale mój „tata” twierdził inaczej. Boże, jak ja go nienawidzę. W zasadzie nienawidzę wszystkich ludzi. Oprócz Sonii. Najwięcej radości daje mi rysowanie i śpiew (w samotności). Weszłam na górę, włożyłam słuchawki w uszy i padłam na łóżko. Oczywiście jak zawsze leciały dołujące piosenki typu „Wandering Soul” Stephana Estrada i Britney Holman albo „So cold” Bena Cocks’a.
   Przypominałam sobie wszystko co mnie spotkało w życiu złego. Bolesne wspomnienia napływały do mnie z ogromną szybkością. Przed oczami miałam różne scenki z mojego życia.
   Moje najgorsze wspomnienie mam ze szpitala psychiatrycznego. Pewnie zastanawiacie się jak tam trafiłam. Było to krótko po śmierci babci. Byłam tak zawzięta, że uciekłam z domu, aby szukać szczęścia. Myślałam, że znajdę wilkołaki. Oczywiście znaleźli mnie w miarę szybko. Potem odbyłam długą rozmowę z mamą i jej mężem. Umieścili mnie tam dla mojego „bezpieczeństwa”. Myśleli, że coś sobie zrobię, ponieważ po śmierci babci byłam zdruzgotana. Potem, po paru dniach, lekarz zaczął na mnie tak dziwnie patrzeć. Później było już tylko gorzej. Zaczął mnie obmacywać, a ja się broniłam. Nie dałam się i przywaliłam mu pięścią w nos.
   Nagle usłyszałam natarczywy dzwonek mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni spodni i odebrałam.
   - Gdzie ty jesteś? – Usłyszałam zdenerwowany głos Sonii.
   - O jezuu… całkiem zapomniałam – tłumaczyłam się.
   Wstałam z łóżka.
   - Już idę – powiedziałam i rozłączyłam się.
   Ubrałam szybko buty i wyleciałam z domu jak huragan. Gdy już byłam przy naszym magicznym drzewie przytuliłyśmy się z przyjaciółką na powitanie i poszłyśmy nad strumyk.
   - Tylko nie próbuj mnie swatać z Nate’em. Jest płytki tak jak wszyscy – odparłam. - Zresztą pewnie Nicolas też.
   - Dlaczego tak sądzisz?
   - Bo dziś z nim rozmawiałam. I ta rozmowa nie była przyjemna. Bynajmniej dla mnie.
   Potem rozmawiałyśmy już tylko o błahych sprawach. Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, aż w końcu słońce zaszło za horyzont i na niebie pojawiły się gwiazdy. Zostałam sama, bo Sonia musiała iść do domu. Rodzice się o nią martwili. Siedziałam tak przy strumyku gapiąc się w wodę i wrzucając do niej kamyki. Czasami nerwowo skubałam skórki przy paznokciach. Miałam tysiąc myśli na sekundę.
   Nagle usłyszałam chlipanie wody, tuż obok mnie. Spojrzałam w stronę dochodzącego dźwięku i zobaczyłam wilkokrwistego pijącego sobie spokojnie wodę ze strumyka. Wiedziałam, że przyjdzie, pomyślałam.

14 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. O rety, rety!!! Nareszcie nowy rozdział!!! Wspaniały, jak zawsze z resztą i długaśny, co niezmiernie mnie cieszy :). Szczególnie spodobała mi się końcówka. I nawet powiem więcej: powaliła mnie na łopatki!!! I aż mnie zżera od środka, gdyż nie wiem kiedy dodasz dalszy ciąg. Proszę!!! Oby szybko!!!

    Tylko wiesz, nie byłabym sobą gdybym się nie przyczepiła :D. Ale znasz mnie nie od dziś i mam nadzieję, że się nie pogniewasz :P. Do rzeczy. Wyniuchałam błąd:
    * "wrzut na dupie" - powinno być "wrzód" :D (Tak, tak, wiem. Jak zawsze jestem wredna =)).
    Jeśli napisałam coś obraźliwego, albo coś, co Cię dotknęło, zwróć mi uwagę. W przyszłości nie zrobię tego ponownie :)

    Ps. Sorry za usunięcie poprzedniego komentarza, ale coś mi w nim nie pasowało :). Dlatego się go pozbyłam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bój się, nic się nie stało i nawet się cieszę, że jest ktoś, kto poprawia mi błędy.

      Nie wstawiałam tak długo, bo miałam problem z projektem gimnazjalnym ( tydzień przed dowiedzieliśmy się, że niedługo już wszystko ma być zrobione, a musieliśmy jeszcze pojeździć do schroniska, porobić zdjęcia i zacząć robić prezentację). Na szczęście wraz z przyjaciółmi zaliczyliśmy go śpiewająco. Teraz już mam czas i postaram się pisać trochę szybciej, chociaż różnie to bywa z weną...

      Usuń
    2. Bardzo mnie cieszy, że Wam się udało ;). Czyli jesteś w gimnazjum??? Fajnie :). A piszesz lepiej niż niejedna licealistka :). Pozdrawiam cieplutko i czekam na więcej :)

      Usuń
  3. O jejku!
    To się nazywa pierwszorzędne zakończenie rozdziału! :D
    Już nie mogę się doczekać następnego posta :D.
    Ogólnie to intryguje mnie postać Nicolasa (może dlatego ,że mam kolegę o takim imieniu :D) i kiedy tylko go próbuje sobie wyobrazić... Cóż... Widzę mojego kolegę o parę lat starszego co nie jest miłym widokiem :D. Jednak i tak nie przestanę czytać ;D.
    Świetny rozdział i czekam na nn!
    Black Star

    czego-oczy-nie-widza.blogspot.com <---- jakbyś miała czas to wpadnij ;). Opowiadanie fantasty, jak na razie dodałam cztery rozdziały ;).
    czarna-otchlan-pustki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się bardzo podoba, ale wygląd mnie odrobinę zraża. Mogłabyś rozszerzyć odrobinę kolumnę posta, będzie się wygodnie czytać :)
    http://want-cant-must.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantasy to dosłownie to co kocham ^^ Dlatego tak bardzo do gustu przypadł mi twój blog i jestem pewien, że skomentuje go jeszcze nie raz, będę go obserwował :)

    Też pisze fantasy i byłbym wdzięczny za opinie
    http://dusza-wyroczni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za fantasy, ale nawet mi się podobało :)
    Życzę Ci powodzenia w pisaniu :)
    ciekawe-i-mniej-ciekawe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Było trochę błędów, ale w obecnej chwili mam limit czasu.
    Cóż, akurat ten rozdział średnio mi się podobał. Bryn zachowywała się jak pusta rozkapryszona nastolatka. A to, że od razu skreśliła Nate'a mnie zirytowało. Przecież mogło mu chodzić o coś innego! Z własnego przykładu wiem jak to jest, gdy ludzie przez większość życia się z danej osoby wyśmiewają, ale... Hmm, po prostu jej zachowanie nie przypadło mi do gustu :)
    Mimo wszystko rozdział jest niezły.
    Pozdrawiam
    Idril
    www.wilcza-corka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bryn w przeszłości miała pewne kłopoty z chłopcami. Jak wiesz próba gwałtu i molestowania to nie jest zbyt przyjemne doświadczenie i jeszcze jej ojczym. To wszystko wyryło w jej świadomości wielki krater, który co chwilę robi się większy. Po prostu chciała zapobiec dalszym nieprzyjemnościom. Opiszę jeszcze parę scenek w której będzie krzywdzona (zawsze przez chłopców). Nie chce być taka jak matka. Nie ulegnie chłopcom. Okej, może dosyć szybko go skreśliła, ale i tak wyjdzie jej to na dobre. Znów będzie miała następny dowód na to, że dobrze robi skreślając chłopców.

      Usuń
    2. Cóż, można powiedzieć, że znalazłam się poprzedniego lata w sytuacji, podobnej do tej, którą miała ona w tym psychiatryku. Doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie jest przyjemne doświadczenie. Wiem również jak okrutni są niektórzy chłopcy, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że z tym nie walczyła. Nie, nie chodzi mi o walkę z tym, co próbowali jej robić, a o to, że tak szybko skreśla facetów. Ale w końcu każdy przeżywa to inaczej, więc czepiać się nie będę :)
      Mi wcale nie chodzi o to, że rozdział jest zły, jest naprawdę niezły, ale mogłabyś dodać więcej opisów. Nie podawaj tak wielu informacji na raz :).
      Pozdrawiam
      Idril
      www.wilcza-corka.blogspot.com/
      P.S. Kiedy nowy rozdział?

      Usuń
  8. Ty opublikowałaś już kilka rozdziałów, a ja nie mam siły, żeby się zmusić do napisania chociaż jednego mojej arcyciekawej historii ;_; Dobra, już się pożaliłem, zostaje mi tylko wypromować się (mam nadzieję, że nie będę o to ścigany xd) - chyba-oczytany.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojjj dawno mnie tu nie było. No nic, teraz już jestem. Nie ma takiego słowa jak "patrzałam" to po pierwsze. po drugie... boże jak ja uwielbiam Bryn. Co prawda, nie lubię historii o szpitalu psychiatrycznym i lekarzu - obmacywaczu bo wydaje mi się nieco... hmmm "gimnazjalna" ? Ale, Bryn jako Bryn, jest świetnie wykreowaną bohaterką. Oczywiście przy tym stoliku zachowała się wyjątkowo chamsko... No i dlaczego ten wilk przyszedł dopiero wtedy, gdy Sonia musiała iść do domu ? Podejrzane... Drażni mnie ten koleś co cały czas łazi za Bryn... Jest strasznie wnerwiający. Jakby sobie nie mógł dac spokoju, skoro widzi, że ona go nie toleruje. Bardzo mi się podobało to, że zwracałas uwage nawet na kurz i inne szczegóły takie opisy sa wrecz porządane, choc może bez przesady. Sobie myślę... Czy ten wilk w końcu coś zrobi ? Dobra przylazł ale przydałoby się rozwiniecie akcji. Mam nadzieję, że dalej pociągnęłaś ta sytuację. Dobra nie przynudzam :)

    OdpowiedzUsuń