piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 4

   - Jak ja miałam się z nim zaprzyjaźnić? – Zapytałam się Sonii przez telefon. - Nie mogłam przecież go głaskać, bo to również człowiek.
   - Sama nie wiem – odparła. – A może rzuć mu patyk, czy coś…
   - Sonia, ja mówię poważnie! Co ja mu powiem, jak przybierze ludzką postać? Nie będę mu rzucała patyka jak jakiemuś psu. Wyśmieje mnie.
   - Właśnie. Ciekawe jak wilki się śmieją?
   - Sonia! – krzyknęłam.
   - No co? Nie oceniaj mojej wyobraźni, bo sama jej nie ogarniam, tak?
   - Czasami po rozmowie z tobą mam ochotę uderzyć głową o ścianę – zaśmiałam się.
   - Ja też. Moja głupota nie ma granic – po chwili ciszy dodała: - Chyba już wiem. Może następnym razem opowiedz mu coś o sobie? Nie mówię sekrety, bo one są przeznaczone tylko dla mnie, ale… no, nie wiem… spróbuj. Wtedy będzie wiedział, że mu ufasz i to zaowocuje.
   - Wiesz co Sonia?
   - Co?
   - Jesteś genialna! – Krzyknęłam do telefonu.
   - Ała! Nie tak głośno. Ja też mam bębenki.
   - Hmm… - powiedziałam po chwili namysłu – a może pójdziemy jeszcze do biblioteki?
   - Przecież mamy tam wszystko przejrzane. Nie ma tam nic, co mogłoby nam się przydać – usłyszałam.
   - Tak, wiem… Zaraz, czekaj! – Dostałam przebłysku inteligencji. – Niedawno widziałam tam gazetę o jakiś nadprzyrodzonych istotach – przypomniałam sobie. – Nie zwróciłam na nią uwagi, bo na pierwszej stronie był artykuł o zombie, ale zawsze warto spróbować. Może coś tam będzie?
   - Za dziesięć minut w naszej ulubionej bibliotece – odparła i rozłączyła się.
   Mohave County Library była jedną z największych bibliotek w okolicy centrum Bullhead City. Oprócz niej była równie duża Las Vegas Clark County Library, ale była nieco dalej i nie miała działu: zjawiska paranormalne. Poza nimi było jeszcze parę, ale mniejszych.
   Budynek Mohave County Library jest bardzo duży. Przy wejściu na ścianie wiszą metalowe płyty, na których widnieje czerwona nazwa biblioteki. Jest to moja ulubione miejsce. Uwielbiam tam siedzieć i czytać.
   Przy samym wejściu od razu poczułam odurzający zapach nowych i starych książek. Niewiarygodne jak ten zapach na mnie działa. Od razu zapominam o wszystkich zmartwieniach i zatracam się w czytaniu. Dziś niestety poczytam sobie jedynie gazety.
   Ściany biblioteki są pomalowane na zgnity żółć, a na podłodze leżą brązowe kafelki. Wszystkie te kolory wspaniale komponują się z drewnianymi regałami, które różnią się tylko barwnymi okładkami książek.
   Weszłam do labiryntu półek i znalazłam mój ukochany dział. Wodziłam wzrokiem po starych, okurzonych księgach, aż znalazłam kolorowe gazety. Wyciągnęłam je wszystkie i zaniosłam na stół znajdujący się mniej więcej na środku budynku. Bibliotekarka, która siedziała za biurkiem przy samym wejściu spojrzała na mnie krzywo. Zaczęłam spokojnie przeglądać pierwszą gazetę z brzegu i nawet nie zauważyłam, że ktoś się do mnie przysiadł. Nie musiałam nawet patrzeć, aby wiedzieć kto tam siedzi. Przy nim zawsze humor mi się pogorszał.
   - Co robisz? – spytał przyglądając mi się.
   Traktowałam go jak powietrze, więc mówił dalej:
   - Mogę ci pomóc, jak chcesz.
   Spojrzałam na Nate’a. Dziś miał na sobie czarną bluzkę. Jego niebieska bluza świetnie pasowała mu do koloru oczu. Włosy jak zawsze miał tak samo ułożone.
   Powiedziałam z uśmieszkiem:
   - Możesz sobie iść.
   Kątem oka zauważyłam, że zmrużył lekko oczy i przeczesał swoje bujne włosy palcami.
   - Nie, nie mogę. Przyszedłem tu z przeprosinami, ale tak w zasadzie to nie wiem za co mam przepraszać – mówił prowokującym głosem.
   - Twoje przeprosiny nie są mi potrzebne do szczęścia – odpowiedziałam ze zgorszeniem. - Odejdź i udawaj, że nie kradniesz cennego tlenu z atmosfery, który mógłby się przydać komuś innemu.
   On mnie śledzi, czy co? Nigdy nie pomyślałabym, że zobaczę go w bibliotece.
   Po chwili ciszy powiedział ze stanowczością:
   - Chyba jednak Ci pomogę – chwycił czasopismo i zaczął je przeglądać – wiem czego szukasz. Myślisz, że tylko ty na całym świecie w nie wierzysz? Niektórzy też przecież widzą to czego inni nie potrafią dostrzec.
   Spojrzałam na niego. Jeszcze dowiem się co kombinuje. Wszystko we mnie buzowało i było gotowe do walki.
   Nagle poczułam dziwne uczucie, że ktoś mnie obserwuje. I nie był to Nate. Wodziłam wzrokiem po sali, ale nie znalazłam nic podejrzanego. Coś było nie tak. Mój instynkt samoobrony szalał.
   Zacisnęłam pięści ze złości na Nate’a, ale również na samą siebie. Jak on potrafił tak szybko doprowadzić mnie do szału?
   - Czemu się tak mnie uczepiłeś? – czułam, że temperatura mi się co chwilę zwiększa.
   - Sam nie wiem. Tak po prostu. Masz ciekawą osobowość, trochę mnie irytujesz. Po prostu jestem ciekawy.
   - Czego? – zmarszczyłam brwi.
   Nie zdążył mi odpowiedzieć, ponieważ Sonia usiadła obok i przerwała naszą rozmowę.
   - Sorry za spóźnienie. Coś mnie ominęło? – zapytała spoglądając raz na Nate’a, a raz na mnie. Jak zawsze była ubrana na szaro, ponieważ to jej ulubiony kolor. Na powiekach miała grube kreski, a na ustach delikatną szminkę.
   - Nie, nic – odparłam szybko. – Nate już musi iść.
   - Nie, wcale nie – zaprzeczył i odłożył gazetę. Rozsiadł się wygodnie na swoim krześle i wziął drugą.
   Spokojnie, myślałam, tylko bądź spokojna.
   - Idę… się przewietrzyć – odparłam. – Duszno tu.
   Tak naprawdę musiałam się trochę uspokoić. Wszyscy mówią, że jestem cierpliwa, ale przy nim czułam się jak tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. Dawniej chodziłam do siłowni, aby odreagować gniew. Nie jestem umięśniona, ale trochę ćwiczyłam boks. W tej chwili naprawdę chciałam to powtórzyć, uciec jak najdalej i nieźle komuś przyłożyć. Nie jestem agresywna, ale każdy potrzebuje raz na jakiś czas pozbyć się gniewu. Babcia mi zawsze powtarzała, że nie mam skreślać chłopców, ale ja tak nie potrafię. Poza tym nie znam takiego, który niemiałby sobie nic do zarzucenia. Gdy tylko widzę jakiegoś mężczyznę, wyobrażam sobie, że chce mi zrobić krzywdę. Po prostu się go boję. Jest silniejszy i większy ode mnie, a ja jestem szczupła, co wcale nie pomaga. Nie dam rady się obronić. Wyobraźnią buduję między nami stalowy mur, którego on nie potrafi zburzyć. Nie dopuszczam go do mnie. Zasługę w tym ma też częściowo moja mama. Dała się zmanipulować jak dziecko ojczymowi i nawet nie zwraca na to uwagi. Jest bezbronna. Nigdy nie będę taka, jak ona. Nie pozwolę na to.


***

Z perspektywy Sonii

   Bryn wyszła z biblioteki. Czasami jej nie rozumiem. Jak ona może nie flirtować z takim przystojniakiem? Chociaż z drugiej strony nie przeżyłam tego samego, co ona. Wiem też, że parę rzeczy do teraz trzyma w tajemnicy. Nawet przed swoją najlepszą przyjaciółką.
   - Dlaczego ona tak reaguje? – zapytał Nate marszcząc lekko brwi.
   - Wiele przeszła w życiu – odparłam biorąc gazetę w ręce. – Myśli, że wszyscy chłopcy są tacy sami i po prostu izoluje się od was.
   Nastała chwila ciszy. I tak ją z nim zeswatam, pomyślałam.
   - Ale mam nadzieję, że ty ją zmienisz – spojrzałam na niego znacząco, wróciłam do przeglądania gazety.
   - Nie wiem czy mi się uda. Jest dosyć… hm… uparta.
   - Taka po prostu już jest. Jej tata też był uparty i przed niczym się nie cofał – przypomniałam sobie coś i po chwili dodałam: - śmiałeś się z niej?
   - Nie, tylko… - westchnął - po prostu wierzę w to samo co wy i miałem zamiar jej to powiedzieć, ale mnie nie słuchała – zapatrzył się w regał z książkami, a ja zauważyłam, że chyba się denerwował, ponieważ trząsł szybko nogą i bawił się swoimi palcami.
   - Tylko nie próbuj jej skrzywdzić – ostrzegłam go – jej serce i tak już jest w kawałeczkach.
   - Nie mam takiego zamiaru – odparł z powagą.
   - To dobrze.
   Byłam pewna, że Bryn może mu ufać. Nie wygląda na złego.
   - Widziałaś go? – po chwili spytał.
   - Kogo?
   - Wilkokrwistego.
   - Nie, ale Bryn widziała –odparłam bez zastanowienia.
   - Kiedy?
   - Niedawno.
   - A wiesz gdzie? – nachylił się nieco w moją stronę.
   Jego oczy nagle stały się inne. Nie były już niewinne. Miałam wrażenie, że jeśli zaraz mu nie odpowiem to będzie gorąco. Jednak zaryzykowałam:
   - Nie pamiętam – skłamałam. – Ale ona na pewno wie. A poza tym to jakieś przesłuchanie, czy co?
   - Nie, nie… - zmieszał się. – Tylko tak pytam…
   Jego oczy znów złagodniały, gdy oparł się z powrotem wygodnie na krześle.
   Pewnie sobie wszystko uroiłam, pomyślałam.
   - A jak tam Nicolas? – spytałam.
   - Dobrze. Opowiadał mi o tobie – wyznał.
   - Naprawdę? – zapytałam podniecona. Na samą myśl o nim robiło mi się ciepło. – A co mówił?
   - Nie mogę Ci zdradzić – uśmiechnął się.
   - A lubi mnie chociaż? – radość w moim sercu była ogromna, ponieważ już się domyślałam jego odpowiedzi.
   - Tak…
   Uśmiechnęłam się szeroko i spuściłam wzrok. Zaczęłam o nim intensywnie myśleć. O jego oczach, gorących ustach, umięśnionej klatce piersiowej i o… różnych innych rzeczach. Rozmarzyłam się całkowicie. Wyobrażałam sobie, że właśnie w tej chwili leżę w jego ramionach i…
   - Sonia…
   - C-co?
   - Pójdę zobaczyć gdzie poszła Bryn.
   Wstał i wyszedł z biblioteki. Potrząsnęłam głową, aby skutecznie wyrzucić z niej marzenia i wróciłam do czytania gazety.

***

   Na dworze było naprawdę ciepło. W południe temperatura zawsze jest najwyższa. Nic dziwnego, przecież mieszkam w Arizonie, gdzie panuje pustynny klimat. Deszczu jeszcze długo nie będzie, biorąc pod uwagę to, że niedawno padało.
   Wciągnęłam głęboko powietrze i rozluźniłam się na twardej ławeczce pod małym drzewkiem. Dawało ono mało cienia, ale jednak. Uspokoiłam się trochę i nawet humor mi się poprawił. A może zbyt bardzo reaguję? W zasadzie nie miałam powodu, żeby tak się zachowywać. Przecież nic mi nie zrobił. Jeszcze.
   Zamknęłam oczy i pomyślałam, że świat i tak jest piękny pomimo takich chłopców.
   - Mogę się przysiąść? – usłyszałam znajomy głos.
   - Po co tu przyszedłeś? – spytałam, ale nie zaprzeczyłam, więc usiadł obok. – Coraz bardziej mnie denerwujesz.
   - Chciałem Ci powiedzieć, że też w nie wierzymy. Ja i Nicolas. Nie jesteście same.
   Nie miałam zamiaru mu odpowiadać. To na pewno jakiś żart.
   - Ja niestety żadnego nie widziałem, ale ty tak, prawda?
   Spojrzałam mu w oczy. Z pozorów wyglądały na szczere, ale bałam mu się zaufać.
   - Myślisz, że kłamię? – zapytał, jakby czytał w moich myślach.
   - Nie mam powodu, żeby ci ufać – odparłam skubiąc sobie skórkę przy paznokciu.
   - Ale nie masz też powodu, żeby mi nie ufać.
   Nie wiedziałam co o tym myśleć. Miałam mieszane uczucia.
   - Więc? Gdzie go widziałaś? – wypytywał.
   Jeszcze raz spojrzałam mu w oczy i zauważyłam, że lekko się do mnie uśmiecha.
   - Przy strumyku – odparłam, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
   - Dzięki – powiedział i wstał. – Do zobaczenia – ruszył w stronę przystanku autobusowego.
   Było mi trochę przykro. Nawet nie wiem dlaczego. Po prostu zdobył informacje i sobie poszedł. Zresztą i tak dobrze. Wróciłam do biblioteki i usiadłam obok Sonii. Miała już przejrzane połowę gazet.
   - Nadal nic? – zapytałam.
   - Nie… tylko o jakiejś farmie, na której pojawiły się wilkołaki.
   - Pokaż – wyrwałam jej gazetę z ręki.
   - Przecież nie tego szukałyśmy.
   - Wiem, ale nie ciekawi cię to?
   Wodziłam wzrokiem po czasopiśmie, aż znalazłam artykuł pod tytułem: „Wataha atakuje”. Zaczęłam czytać na głos:
 
   „Dwudziestego lutego dwa tysiące czternastego roku na małej farmie w Lake Havasu City znaleziono ciało trzydziestodwuletniego Jamesa Corcina. Przy zmasakrowanym ciele znaleziono nikłe ślady wilczej sierści […]”

   - Wilki przecież nie zabijają – wtrąciła się Sonia.
   - Czekaj – powiedziałam i czytałam dalej:
 
   „Poza tym Corcin miał w ręku kuszę, a w jego piwnicy znaleziono ogromne zapasy broni […].”
  
   - A więc Łowca – odparłam.
   - Lake Havasu City jest około godziny drogi stąd, przez autostradę – powiedziała moja przyjaciółka. – Może się tam wybierzemy i pomyszkujemy?
   - A jak ktoś tam teraz mieszka?
   - To rozejrzymy się wokół. Proszę… – zrobiła oczy szczeniaczka.
   - No dobra… - westchnęłam.
   - Tylko weź gazetę. Musimy znać dokładny adres.