niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 16


   - Co wtedy czułaś?
   - Gniew, strach… - siedziałam ze skrzyżowanymi nogami w środku lasu. Każdy z uczniów ma dodatkowe lekcje z jednym z nauczycieli. Ja akurat miałam pana Reno, co mnie bardzo ucieszyło, ponieważ, mimo że jest nauczycielem, można z nim pogadać i w pewnym sensie się z nim zaprzyjaźniłam. W tym tygodniu miałam już pięć lekcji sam na sam z nim. Próbował nauczyć mnie panowania nad mocą. – Czułam w środku taką chęć pomagania… Ten chłopak…
   Popatrzył chwilę na mnie.
   - A może skupimy się na zatrzymaniu czasu? Cofanie nam nie wychodzi…
   Pokiwałam głową.
   - Przywołaj te emocje do siebie. Przypomnij sobie jak się wtedy czułaś, o czym myślałaś. Zamknij oczy i weź głęboki oddech.
   Zrobiłam jak kazał. Tylko… o czym ja wtedy myślałam? O przyjaciołach, o tym, że więcej ich nie zobaczę. A co robiłam? Stałam, zaciskałam zęby, mrużyłam oczy i… wbijałam pazury w dłonie. Może to pomoże?
   Wysunęłam je i zacisnęłam dłonie w pięści. Czułam jak krew spływa mi po palcach.
   - Bryn, co ty… - pan Reno nie dokończył zdania.
   Otworzyłam oczy. Stał w bezruchu, pochylony nade mną. Wyciągał rękę, aby złapać moją dłoń. Miał otwartą buzię i bardzo dziwny grymas na twarzy.
   Udało mi się! Zatrzymałam czas. Tyle się trudziłam, a tu się okazuje, że ból może mi w tym pomóc. Ale się cieszę! Tyle godzin poświęciłam tym lekcjom. Nareszcie.
   Wstałam i zaczęłam śmiać się sama do siebie. Stanęłam za panem Reno i zamknęłam oczy. Pomyślałam, że chciałabym, aby czas znów dalej płynął.
   Pan Neil rozglądał się na wszystkie strony.
   - Zrobiłam to! – wykrzyknęłam, a mój nauczyciel się odwrócił. – Zatrzymałam czas!
   Radość wypełniała moje serce. Nareszcie. Poćwiczyłam jeszcze parę godzin i szło mi coraz łatwiej. Pod koniec dnia, wystarczyło już, że się porządnie skupiałam, a efekty były zadowalające. Niestety nadal nie umiałam cofać czasu.
   Na kolacji pochwaliłam się wszystkim.
   - Gratulacje – odparł Colton.
   Przyzwyczaiłam się już do jego zalotów. Czasami dawał mi jakieś pojedyncze kwiaty, mrugał do mnie często i zarywał. Po jakimś czasie nawet mi się to spodobało. Zawsze miałam z kim pogadać.
   Na kolacji Lou znów był zajęty rozmową z Ayą. A ja siedziałam i zaciskałam zęby.
   Wieczorem stwierdziłam, że przejdę się dookoła obozu. Chodziłam po lesie, oglądając budynki z tyłu. Gdy doszłam do budynku nauczycieli, coś zwróciło moją uwagę. Coś błysnęło w jednym z okien. Podeszłam bliżej i spojrzałam do środka. Na jednej z półek leżał wielki klucz. I mówiąc wielki mam na myśli naprawdę duży. Musiał wiele ważyć, bo był miej więcej wielkości mojego przedramienia. Był chyba ze srebra i świecił się nawet w ciemności. Miałam wrażenie, że jest związany z czymś strasznym. Po prostu miałam takie przeczucie.
   Po co komu taki duży klucz? Nie wiem.
   Im dłużej na niego patrzyłam, tym bardziej miałam wrażenie, że leci od niego chłód. Czułam również jakby ciągnął mnie w swoją stronę.
   Usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi w pokoju i skryłam się szybko pod oknem. Wyszłam powoli w bok i weszłam szybkim krokiem z powrotem do lasu. Rozmyślałam jeszcze chwilę o tym co zaszło. Nie powinno mnie przecież nic martwić, to tylko klucz. Więcej o tym nie będę myśleć. Przechadzałam się dalej w spokoju, aż doszłam do jeziora. Tylko z której strony byłam? Jak będę szła jego brzegiem, to kiedyś dojdę do plaży, o której mówiła Aya.
   Ciekawe co się teraz dzieje z mamą… Czy obwinia mnie o zabicie Ericka? Pewnie tak. Czy tęskni za mną? Pewnie nie.
   Po śmierci Michela często myślałam o samobójstwie. Tylko, że teraz to nie było takie proste – byłam wilkołakiem, a jak już wszyscy wiedzą, nie tak łatwo go zabić. Ale czy byłabym w stanie to zrobić? Pewnie nie. To znaczy starczyłoby mi odwagi, ale… Sonia… Z pewnością nie zostawię jej samej. Za bardzo ją kocham, ale ostatnio oddaliłyśmy się od siebie. Może dlatego, że jesteśmy wilkołakami? Zawsze tego chciałyśmy, a teraz nasza przyjaźń rdzewieje.
   Miom oczom ukazał się wielki dąb. Był o wiele większy od pozostałych. Rósł na samym skraju ziemi. Miał wielkie gałęzie. Podeszłam bliżej i zobaczyłam huśtawkę zawieszoną długimi linami na największej z gałęzi. Zwisała jakieś pół metra nad wodą. Bez zastanowienia podniosłam najbliższą mi gałąź i przysunęłam huśtawkę do siebie. Zdjęłam buty i skarpetki. Usiadłam na huśtawce i zaczęłam się huśtać.
   Zawsze to kochałam. Ten powiew we włosach… Z Sonią potrafiłyśmy huśtać się godzinami na pobliskim placu zabaw. Wiem, że byłyśmy na to już za duże, ale pokusa była zbyt wielka…
   Odetchnęłam głęboko powietrzem i spojrzałam na księżyc. Niedługo pełnia.
   Zastanawiałam się jak wygląda taka pełnia. Z tyloma wilkami. I uwierzcie mi, to nic specjalnego. Wyglądała prawie tak samo jak poprzednia, z tym minusem, że był ogrom wilków. Nikt nikogo nie mógł rozpoznać, poza tym trzeba było uważać na wilki, które jeszcze nie potrafiły się opanować. Jedno zmartwiło mnie porządnie: żaden wilk nie miał niebieskich oczu. Raz myślałam, że coś zobaczyłam, ale chyba mi się przywidziało.
   Gdy powoli zaczęło świtać, wróciłam do domku. Nie chciałam, aby wszyscy wkoło dowiedzieli się, że to ja jestem tym wilkiem.
   Zaczynał się kwiecień. Niedługo moje urodziny. Łał, osiemnastka… To jest coś. Już niedługo będę dorosła. Nie zamierzałam jednak mówić tego nikomu. Nikt nie wiedział oprócz Sonii i miałam nadzieję, że tak zostanie.
   Wilkokrwiści nie czcili swoich bóstw. A było ich dużo. Mówili tylko o nich. Nie chodzili do żadnego kościoła, nie składali im żadnych ofiar, nic. Po prostu mówili o nich z szacunkiem i często patrzyli w niebo, jakby myśleli, że bogowie ich słyszą.
   Wpadłam w rutynę. Chodziłam na nudne zajęcia, uczyłam się walki, wieczorami spotykaliśmy się grupą przy ognisku. Przez jakiś czas nic się nie działo.
   Pewnego dnia, na historii wilkołaków, pan Norris zaczął bardzo ciekawy temat. Zwykle na takich lekcjach mówił o wojnach, w których wzięły udział wilki. Ale dziś było inaczej.
   - Dziś powiemy sobie o pewnej kobiecie, która wiele lat temu zaburzyła naszą równowagę. Czy ktoś może się domyśla o kim mowa? – Pan Norris rozejrzał się po klasie. – Tak, Heather?
   Grubsza szatynka wstała.
   - Mówimy o Elizabeth Dirige, prawda?
   - Tak jest. A kto wie, co ona takiego zrobiła?
   - Sprzeciwiła się naszej bogini Artemidzie i zhańbiła całą rodzinę Lupy.
   Kto to jest Lupa? Imienia to jej nie zazdroszczę.
   - Tak – odpowiedział nauczyciel. – Nasza Wilcza Matka nie była zadowolona wyczynami Elizabeth. Gdyby ktoś nie wiedział: Luperca to imię wilczycy, która wychowała Remusa i Romulusa. Od tego czasu stała się naszą matką, więc wszystkie wilki są jej dziećmi, jej rodziną. Dirige sprzeciwiła się wszystkim. Była żądna władzy. Myślała, że jest dość silna, by pokonać naszą boginę. Matka Lupa nieźle się wkurzyła.
   Po tej lekcji, odpuściłam sobie następne i wróciłam do mojego domku. Wyciągnęłam szufladę z biurka i odwróciłam ją do góry nogami, wysypując wszystko. Spojrzałam na naszyjnik w woreczku, który był przyklejony na taśmę do spodu szuflady. Odkleiłam go i wyciągnęłam z woreczka. Usiadłam przy biurku, włączyłam lampkę i jeszcze raz przyjrzałam się wisiorkowi. Otworzyłam go i spojrzałam na jej zdjęcie.
   - Coś ty narobiła.
   Nagle jej obrazek zniknął, a pojawiło się białe tło. Upuściłam ciężki wisiorek. Na tle pojawił się napis: Załóż go, a wszystkiego się dowiesz.
   Neema mówił, że ten wisiorek potrafi opętać.
   - Nigdy – powiedziałam do wisiorka.
   Wszystko co ci mówią to kłamstwa.
   Napisy pojawiały się i automatycznie znikały, gdy już je przeczytałam.
   Wymyślili tą historyjkę, aby nikt mi nie wierzył To oni są źli! To oni chcieli zniszczyć Artemidę!
   - Nie – powiedziałam.
   Wzięłam naszyjnik z powrotem do rąk.
   Niedługo sama się przekonasz.
   I z powrotem obrazek powrócił.
   Muszę zniszczyć ten wisiorek. On mąci mi w głowie. Przypomniałam sobie klucz, który widziałam. Po co komu taki klucz?
   Nie myśl o tym.
   Poczekałam do wieczora, aby nikt mnie nie zauważył. Wyślizgnęłam się z domku o północy. Było dawno po ciszy nocnej, więc nie powinnam nikogo spotkać. Poszłam nad jezioro i stanęłam na pomoście. Zamachnęłam się i z całej siły rzuciłam naszyjnikiem. Po chwili usłyszałam jak wpada do wody, bardzo daleko od brzegu. Patrzyłam jeszcze chwilę w głąb jeziora, gdy nagle usłyszałam jakieś śmiechy z oddali. Zbiegłam szybko z pomostu, ale nie zdążyłabym wbiec do lasu. Zostało mi tylko skrycie się na drzewie, więc bez najmniejszego trudu wdrapałam się do góry i usiadłam na gałęzi.
   Pode mną przeszli dwaj chłopcy. Nie zauważyli mnie. W pierwszej chwili ich nie poznałam, ale potem zdałam sobie sprawę, że to Colton i Leo.
   - …hahah, taa to było świetne.
   - A ich mina niezapomniana… w ogóle nie wiedzieli o co chodzi.
   Usiedli na pomoście, ale bardzo blisko brzegu, więc nie mogłam ześlizgnąć się niezauważona, a nie chciałam, żeby pytali się, co robię sama na drzewie w środku nocy. Serce waliło mi jak opętane i miałam szczęście, że mnie nie usłyszeli. Podobno jeden dzień po pełni nasze zmysły szaleją, a następnego dnia zanikają, potem już jest jak zwykle.
   Siedzieli chwilę w ciszy. W końcu Leo powiedział:
   - Nie możesz tak robić.
   - O co ci chodzi? – spytał Colton.
   - Dobrze wiesz.
   - Jezuu… stary, nigdy Ci to nie przeszkadzało.
   - Ale to nasza przyjaciółka. Poza tym wiele przeszła. Widać to w jej oczach. Nie zauważyłeś tego smutku?
   - A co Ci na niej tak zależy? Nie pierwsza i nie ostatnia. Prześpię się z nią i tyle.
   - Jak nie zostawisz Bryn, to sam jej powiem, dlaczego tak za nią latasz – odparł Leo bardzo poważnie.
   Aha.
   Jaka byłam głupia. Z biegiem czasu myślałam, że Colton naprawdę mnie lubi. Czy doznałam zawodu? Może trochę. Zdawał się taki miły i gdyby dłużej taki był, pewnie uległabym. Takie z niego bydle.
   - Nie będziesz musiał – odparłam i zeskoczyłam z drzewa. Zwinnie wylądowałam na stopach. Na ich twarzach malowało się takie zdziwienie, jakby zobaczyli ducha. – Przykro mi Colton, ale twoje plany wzięły w łeb – wzruszyłam ramionami. – Już Ci współczuję… Nie toleruję kłamców. Zemsta będzie słodka – posłałam mu pocałunek, odwróciłam się na pięcie i z uśmiechem odeszłam.
   Już ja coś wymyślę…

9 komentarzy:

  1. Wymyślimy razem jakąś zemstę :D
    Czekam na następny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy blog. Też czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacznijmy od początku, bardzo ładny nagłówek ^,^ pierwszy raz widzę taki piękny a widziałam mnóstwo ;) piszesz? Tak nawet nieźle nawet bardzo dobrze. Ja jak pisze książki to wychodzą takie dziecinne a ty super jest zrozumiała i ma sens. Dlatego ci zazdroszczę :_;
    PS. Jeśli chcesz zobaczyć odpowiedz na moim blogu to zobacz bo odpowiedziałam ba twoje pytanie ;) coolcookkate.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hello, nice blog. Lets follow eachother? If yes come and join my site and I will follow you immediately. Be sure:)
    http://ciziyorumdikiyorum.blogspot.com.tr/

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój blog jest świetny :) Piszesz na konkretny temat, nie przynudzasz - dzięki temu całe opowiadanie czyta się z niesamowitą lekkością *-*
    Cóż więcej mogłabym dodać - nagłówek też jest super. Po prostu nie ma się do czego przyczepić ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest kolejny rozdział! Bardzo cieszę, że się pojawił.
    Odnośnie długości (bo to ja ostatnio narzekałam, jak zwykle zresztą) - jest w sam raz! Teraz bardzo mi taka odpowiada! :)
    Od początku nie lubiłam Coltona. I co... miałam rację! Jeszcze popamięta. Na pewno.
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy rozdział u siebie :)
    destruction-magical2.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co róż znajduję blog ze świetnymi opowiadaniami ,jednak to jest jak na razie najlepsze ♥
    Ps Obserwuję i liczę na rewanżyk ;3
    http://hisoka-chan.blogspot.com/

    Pozdrawiam cieplutko ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak tu ślicznie u Ciebie <3 !
    może wspólna obserwacja? http://nataliexbrunette.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń