wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 19

   Wiem, co sobie pomyślicie. Bryn, przecież mogłaś zatrzymać czas.
   No właśnie nie mogłam. Próbowałam i to nie jednokrotnie. Po prostu czułam pustkę w klatce piersiowej, jakby cała moc ze mnie uszła. Nie wiem czy tak było naprawdę, czy po prostu byłam zestresowana i nie potrafiłam myśleć logicznie.
   Wybiegliśmy z holu jak burza. Leo zamknął szybko drzwi i zakluczył je.
   Nie musieliśmy nic mówić. Wszyscy ruszyli biegiem za nami. Wyskoczyliśmy przez wybite okno i wskoczyliśmy do auta. Potwór tymczasem biegł z szaleństwem w oczach prosto na nas. Aya ruszyła z miejsca w ostatniej chwili, a rozpędzony potwór wbiegł do lasu.
   - Co to, do cholery było?!
   Nikt się nie odezwał.
   Aya nadal nabierała prędkości, ale nic już nas nie goniło. Nie wierzę. Sądząc po jego wzroku, tak łatwo nie odpuści.
   Przez chwilę słuchałam podenerwowanych oddechów. Byliśmy już na skraju miasteczka, jeszcze chwila i wyjedziemy z tej zasranej dziczy.
   Taa… jasne. Chciałabym.
   Jedyne co zdążyłam zauważyć to czerwone ślepia. Pchnął nas z całej siły w bok, a samochód przekoźlołkował i uderzył w jakiś drewniany płot, który z trzaskiem złamał się i upadł na ziemię pod naporem auta, które zgasło.
   Absolutna cisza. Potwora nie ma, nikt nie krzyczy, nikt nic nie mówi. Każdy wsłuchuje się nawet w najdrobniejszy szelest. Strach sparaliżował nasze ciała.
   Nagle ciszę przerwał skowyt. Przerażające wycie wilka. A potem odpowiedź drugiego. I jeszcze jednego.
   Było ich trzech. Wycie oznaczało wzywanie na polowanie. Najlepsze było to, że to my mięliśmy być kolacją. Spojrzeliśmy po sobie. Pokazałam głową w stronę najbliższego domu. Inni pokiwali potwierdzająco, a Sonia pokazała, że mamy być cicho. Każdy z nas otworzył drzwi samochodu najciszej jak umiał. Wszyscy ruszyli w stronę domu, rozglądając się na boki, w poszukiwaniu napastnika. Na szczęście drzwi były otwarte. Weszliśmy i zakluczyliśmy je. W środku wszystko było porozwalane, jakby ktoś pakował się w pośpiechu. Było tak ciemno, że idąc po omacku, uderzyłam się małym palcem od nogi w kant szafki. Bolało jak cholera, ale wydałam z siebie tylko ciche westchnienie, a i tak wszyscy spojrzeli na mnie.
   Usłyszeliśmy jak stwory niszczą nasze auto. Pewnie myślały, że jesteśmy w środku. Skoro są pół-wilkami, to czy nie powinni mieć dobrego słuchu? Albo węchu? Jedno było pewne: są silniejsi od nas.
   Colton pokazał, że mamy wejść w głąb domu. Wszyscy domyślili się, że najlepiej będzie, jeśli się ukryjemy. Dom był jednopiętrowy. Był naprawdę mały. Był tu tylko mały hol, salon, pokój z kuchnią i mała łazienka. Aya zmieściła się do małej szafki kuchennej. Colton poszedł do łazienki, pod prysznic (nie sądzę, aby była to dobra kryjówka). Sonia wsunęła się pod jednoosobowe łóżko, a Leo wlazł do szafy w salonie. Tak, a ja nie miałam się gdzie podziać. Chciałam wejść do Sonii, ale nie było miejsca, ponieważ stało tam wiele pudeł. W końcu Leo mnie przygarnął. W szafie było bardzo ciasno, ale jakoś się zmieściliśmy.
   Nagle coś walnęło w drzwi frontowe. Potem usłyszeliśmy wycie.
   Serce biło mi jak oszalałe. Tyle razy w ostatnim czasie mi groziło, ale ta śmierć byłaby najgorsza. Rozszarpanie przez człowieka-wilka.
   - O boże… - szepnęłam.
   - Cicho – skarcił mnie stojący obok Leo – bo usłyszy.
   Usłyszałam jak stwór drapie drzwi, a potem w nie wali. W końcu udało mu się wyłamać zamek.
   Wstrzymałam oddech. Spojrzałam w oczy Leonowi. Miał twardy wzrok i zaciśnięte zęby. Też wstrzymywał powietrze.
   Ciężkie kroki odbijały się echem od pomieszczeń. Albo mi się przesłyszało, albo słyszałam gardłowe warczenie.
   Potwory chyba się rozdzieliły. Jeden wszedł do sypialni. Z tej odległości słyszałam jak bije serce Sonii. Oczywiście serce Leo zagłuszało wszystko inne. Też straszliwie się bał, tak jak my wszyscy. W duchu błagałam, aby te głupie stwory nie miały dobrego słuchu. Aby choć coś w nich szwankowało.
   Potwór już chciał wyjść z sypialni, ale Sonia odetchnęła. Było to naprawdę ciche westchnienie, ale usłyszał.
   Coś chrupnęło, jakby łamane deski. Sonia krzyknęła. Chciałam wyjść z szafy, ale Leo szybko unieruchomił mnie w ciasnym uścisku. Zakrył mi usta ręką i nie mogłam ani mówić, ani się ruszać.
   - Już po niej…
   CO?! Nie, muszę ją uratować! Ale Leo trzymał mnie mocno… Nie mogłam się wyrwać.
   Z oczu pociekły mi łzy. Moja kochana Sonia…
   Leo poluzował ucisk. Wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową. Poczułam zapach cytryny.
   Ale zaraz… nadal słyszę bicie jej serca. Ona jeszcze żyje. Szarpnęłam się Leonowi i tym razem mnie puścił. Chyba też słyszał, że ona żyje.
   Po domu rozległ się głośny skowyt. Potwór wybiegł z sypialni na czterech nogach i wyskoczył przez okno.
   Sonia była żywa. Ale jak to zrobiła? Tym zajmę się później. Ważne było, że skowyt tamtego ściągnął do sypialni dwa pozostałe. Zmieniłam się w wilka i wyskoczyłam z szafy. Pognałam w stronę sypialni. Rzuciłam się na pierwszego człowieko-wilka. Wskoczyłam mu na plecy, wbijając ostre jak brzytwa pazury w jego ramiona, aby nie spaść. Wilczymi kłami wbiłam mu się w szyję. Polała się gęsta krew, a potwór zaskomlał. Sonia wpatrywała się w drugiego. Co ona robi?! Powinna walczyć! Zaraz, zaraz… Drugi stękał i po chwili nie miał sił stać na własnych nogach. Zaskomlał i zaczął się wycofywać. Gdy już był poza zasięgiem wzroku Sonii, po prostu uciekł. Tymczasem mój potwór zrzucił mnie z pleców. Zmieniłam się z powrotem w człowieka. Do sypialni wpadł Leo i przebił go grzebaczem do piecyka. Stworzenie zaskomlało jeszcze raz, po czym upadło na ziemię. Leo miał całą koszulkę we krwi, a ja całą twarz. Rzucił narzędzie na ziemię.
   Po chwili do sypialni wbiegła reszta. Ja siedziałam na ziemi, cała obolała, a inni z przerażeniem patrzyli na korytarz, gdzie przed chwilą wybiegł spłoszony potwór. Spojrzałam pytająco na Sonię.
   Ona uniosła lekko ramiona, a potem wzniosła oczy do góry, tak, że widać było tylko białka i upadła na ziemię.

   - Żyjesz? – spytałam.
   - Tak, chyba… - Sonia złapała się za głowę. – Co się dzieje?
   - Jedziemy do obozu.
   Ukradliśmy samochód. Tak w zasadzie to pożyczyliśmy. Wątpię, aby jego właściciel go szukał. Pewnie i tak już był martwy.
   Tym razem prowadził Colton. Leo, siedział obok niego, z przodu. Z tyłu, siedziałam ja i Aya, a Sonia leżała na środku trzymając głowę na moich kolanach.
    - Boże… - powiedziała Aya. – W obozie nikt nie wie co się dzieje. Trzeba powiedzieć panu Moore…
   - Tylko nie to – odparłam. – Błagam was, niech nikt nic nie mówi.
   Byłam pewna, że on za tym stoi.
   To znów się zaczyna, mówił naszyjnik.
   - Dlaczego? – spytał Leo.
   Ale jak ja mam im to wytłumaczyć?! Westchnęłam.
   Opowiedziałam im o wszystkim, zaczynając od tego jak ukradłam naszyjnik Łowcy. Opowiedziałam im również, jak widziałam śmierć tej dziewczyny Ruby i że widziałam pana Arthura.
   - Może to był jakiś jego krewny, który jest do niego podobny – tłumaczyła Aya.
   - Od dzisiaj jestem na sto procent pewna, że to był on.
   Myślałam, ze wyzwą mnie. Że jestem głupia i dałam się łatwo przekabacić na stronę złej Elizabeth. Ale nic takiego się nie stało.
   - Wierzycie mi?
   - Chyba tak – odparł Leo. – W historii o Dirige jest wiele niedopowiedzeń. Równie dobrze mogliby ją zmyślić. A te dzieciaki, które giną… Jednak z drugiej strony, to wszystko może być iluzją…
   Westchnęłam.
   - To co robimy?
   - Na razie utrzymamy to w tajemnicy, dla bezpieczeństwa – stwierdziła Aya. – Nie byliśmy w mieście i nic nie widzieliśmy.
   Wszyscy pokiwali w ciszy głowami. Colton zaparkował w dawnym miejscu i dalej ruszyliśmy lasem do obozu. Za każdym razem, gdy ktoś usłyszał jakiś szelest, podskakiwał ze strachu.
   - To dlatego zamknęli pracownię komputerową. Media pewnie huczą o tym miasteczku… - zamyślił się Colton.
   Doszliśmy do placu bojowego i rozstaliśmy się. Zaczynało już świtać, a ja nie miałam pojęcia, która to godzina. Wróciłam do domku, zmyłam krew i położyłam się do łóżka.
   Gdy wstałam, była już druga po południu. Ogarnęłam się i poszłam na obiad. Aya stwierdziła, że nie powiemy Neemie i Louisowi. Im mniej osób wie, tym lepiej. Poza tym, jeśli mam rację, nie potrzebnie narażalibyśmy ich na niebezpieczeństwo ze strony Arthura. Po obiedzie poszliśmy do biblioteki. Leo podsunął, że może tam coś znajdziemy na temat stworów. Wyciągnęliśmy kilka bestiariuszy z półek i zaczęliśmy je przeglądać szukając obrazka podobnego do tamtych monstrum. Wokół rozchodził się zapach starych książek. Niestety Aya wkrótce musiała iść. Nie powiedziała dlaczego, ale się domyśliłam. Była bardzo podekscytowana. Mam tylko nadzieję, że mu nic nie powie. Nie chciałabym, aby coś mu się stało. W końcu zaczęłam się nudzić. Pierwszy raz w życiu znudziło mnie przeglądanie książek.
   - Tu nic nie ma – powiedziałam. – Ciągle to samo… w każdej książce…
   - Cierpliwości – Leo się uśmiechnął. – Chyba Ci jej brakuje…
   Przewróciłam oczami.
   - Ej! Co to miało być?
   - Daj spokój, jestem zmęczona. Nie mam ochoty na dowcipy.
   - Jak sobie królewna życzy.
   - Tak, ze mnie taka królewna…
   Jeszcze przez chwilę przekomarzaliśmy się z Leo, gdy Colton odparł:
   - Chyba znalazłem…
   - Nareszcie – odparła Sonia. – Ci dwoje zaczęli mnie wkurzać.
   Uśmiechnęłam się.
   - Pokaż, co tam masz.
   Bestiariusz był stary. Miał skórzaną okładkę, a strony były żółte od starości. Pachniał niesamowicie. Na stronie, którą wskazywał Colton, widniał rysunek wielkiego stwora. Był dokładnie taki sam, jakiego widzieliśmy. Był zrobiony ołówkiem, ale jego ślepia lśniły czerwienią. Na drugiej stronie widniał napis: Lupus Informibus.
   - Co to znaczy? – zapytałam.
   - Lupus to po łacinie wilk – odparł Leo. - A informibus to chyba kształt. Wychodzi na to, że chyba wilkokształtny.
   Pod spodem widniał tekst opisujący zwierzę, ale wszystko było po łacinie. Tłumaczenie tego zajmie nam wieki. W końcu stwierdziliśmy, że poprosimy, aby Aya się tym zajęła. Podobno uwielbiała łacinę.
   Gdy opuściliśmy bibliotekę, było już ciemno. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, więc usiadłam nad ogniskiem. Długo sobie nie posiedziałam w samotności. Chwilę później przysiadł się Lou.
   - Hej – powiedział.
   - Hej…
   - Bryn… dlaczego mnie unikasz?
   Spojrzałam w jego morskie oczy.
   - Nie unikam…
   Jego twarz mówiła: na serio? Westchnęłam.
   - Czemu o to pytasz?
   - Bo nie chcę żeby tak było. Ja wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale bardzo głupio się czuję…
   - Nie, właśnie nie wiesz. A wiesz jak mi jest głupio? Za każdym razem, gdy jesteś przy mnie, to czuję, że się zaraz spalę ze wstydu… A najgorsze jest to, że kiedy widzę Cię z Ayą, to czuję ogromną zazdrość. A naprawdę lubię Ayę i nie chcę jej czuć. Ja rozumiem, że nie czujesz tego samego, ale proszę Cię. Nie pogarszaj sprawy. Daj mi trochę odetchnąć… Myślisz, że od razu mi przejdzie?
   - Bryn… - położył mi rękę na plecach.
   - Nie rób tak – odsunęłam się. – Na razie zostaw mnie w spokoju… - wstałam od ogniska i poszłam na plażę.
   Weszłam na pomost i spojrzałam w dal. Zdjęłam buty i skarpetki, i zamoczyłam nogi w wodzie. Zamknęłam oczy i zaczęłam oddychać świerzym powietrzem. Nawet nie poczułam, że łzy ciekną mi po policzkach.

   Dlaczego to wszystko musi być takie trudne? Dlaczego nie mogę pstryknąć palcami i sprawić, że wszystkie smutki i zmartwienia znikną?


Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Jeśli czytasz, to proszę, zostaw po sobie komentarz :)
Usuwam zakładkę "W następnym rozdziale..." bo czasami jest tak, że wpadnę na coś lepszego, a potem muszę się dostosować do tego, co już napisałam. W nagrodę mogę stworzyć zakładkę Q&A. Co wy na to?

3 komentarze:

  1. Jestem za! :D
    Poza tym mam cichą nadzieję, że Sonia ma dar taki, że jak na kogoś patrzy i mówi w głowie/po cicho ,,ból'' to, to się dzieję ^_^
    KOCHAM TWOJE OPOWIADANIA <3 Niech częściej się pojawiają bo oszaleje XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, że nie byłam u Ciebie i nie zostawiłam po sobie żadnego śladu, kiedy Ty mnie odwiedzałaś, ale niestety miałam braki w obowiązkach domowych i musiałam wszystko nadrobić.
    Dobra robota! Naprawdę się spisałaś. Czy mi się wydaje czy zmieniłaś nazwę i szablon? Zapewne się mylę, ale jestem przekonana, że kiedyś było tu zupełnie inaczej. Wracam jednak do rozdziału. Naprawdę mi się spodobał! Czułam się tak, jakbym była z Bryn. Chciałabym, żeby była szczęśliwa.
    Zapraszam Cię przy okazji na nowy rozdział u mnie, na destruction-magical2.blogspot.com
    Pozdrawiam i będę tu zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo spodobał mi się Twój blog. Uwielbiam fantastykę i tak się złożyło, że znalazłam ten blog. Więc jak można było się po mnie spodziewać przeczytałam wszystkie rozdziały. Kiedy kolejna część? :D

    OdpowiedzUsuń